Autor:
Tomasz 'arakin' CzajkaRedakcja: Anna Tess 'anna.tess' Gołębiowska

Nazywają go mordercą, potworem, terrorystą. Jest tym wszystkim. Nazywa się Alex Mercer, a jego obecna postać jest wynikiem eksperymentu. To wszystko, co o sobie wie. By odkryć swoją przeszłość, wykorzystuje swoje nadludzkie zdolności. Potrafi wchłaniać napotkanych ludzi, przejmując ich wygląd i wspomnienia. Jest ścigany przez armię jako wróg publiczny numer jeden. Wojsko nie przebiera w środkach – wysyłają przeciwko niemu śmigłowce bojowe i czołgi, nie stanowią one jednak dla Alexa najmniejszego problemu. Opancerzone pojazdy potrafi zniszczyć jednym uderzeniem pięści, natomiast helikoptery strąca, rzucając w nie wrakami samochodów, których jest pełno na ulicach zainfekowanego tajemniczym wirusem Nowego Jorku. Brzmi jak scenariusz hollywoodzkiego filmu? Prawidłowo. W
Prototype znajdziecie równie dużo dynamicznej akcji jak i średnio ambitnej fabuły.
Po pierwsze: fabuła
Instalacja gry przebiegła bezproblemowo, jedynym jej mankamentem był czas trwania. W moim przypadku – 20 minut. Z nudów zacząłem czytać opis gry na odwrocie pudełka. Od razu wiedziałem, że miejscem akcji będzie Manhattan – przecież to jedyne miejsce, którego mogą dotyczyć tak apokaliptyczne wizje. Co więcej, akcja
Prototype rozpoczyna się… pod koniec gry. Gracz poznaje Alexa w momencie, gdy niemalże wszyscy mieszkańcy wyspy zakażeni są wirusem stworzonym w laboratoriach korporacji GENTEK. Zmienia on zwykłych ludzi w zombie i mutanty. By zlikwidować zagrożenie, do Nowego Jorku wysłany zostaje specjalny oddział militarny o nazwie Black Watch Special Forces. Jak już jednak wspominałem, ich głównym celem staje się Alex. Nasz bohater trafia w środek konfliktu, walcząc zarówno z wojskiem, jak i mutantami, a mimo iż zapewne byłby on w stanie uciec z wyspy, decyduje się pozostać i znaleźć odpowiedzi
na dręczące go pytania; kto odpowiada za infekcję, jak ją powstrzymać i kim jest on sam. Po efektownym wstępie, podczas którego gracz ma okazję wypróbować nadnaturalne moce Alexa, fabuła przenosi się do dnia, w którym pozbawiony wspomnień Mercer budzi się w prosektorium. W tym miejscu
Prototype skojarzyło mi się z
X-men Origins: Wolverine – budzimy się jako potężny superbohater, pozbawiona wspomnień ofiara eksperymentów wojskowych.
Po tym etapie dostajemy wolną rękę i możemy sami decydować, jakich działań się podejmiemy. Model rozgrywki przypomina nieco ten z serii
Grand Theft Auto. Możemy swobodnie poruszać się po całym Manhattanie, wykonywać koniecznie dla rozwoju fabuły misje, zajmować się pobocznymi zadaniami lub po prostu prowadzić radosną destrukcję w pogrążonym w chaosie mieście. Ponadto, podczas biegania między drapaczami chmur, zdarza nam się natrafić na osoby, których wspomnienia dotyczą naszego bohatera lub zdarzeń z nim związanych. Po wchłonięciu takich osób przejmujemy owe reminiscencje, trafiające następnie do specjalnego menu zwanego
Sieć Intrygi.
Tam możemy obejrzeć je w postaci nieco psychodelicznie zmontowanych krótkich, ale stojących na wysokim poziomie, filmów wideo. Nie można tego jednak powiedzieć o przerywnikach dotyczących głównych misji: są one niemożliwie krótkie (około minutowe) i ograniczają właściwie do prostego schematu: do pomieszczenia wchodzi Alex, mówi coś, ktoś odpowiada, Alex to komentuje i wychodzi. W dodatku dialogi brzmią bardzo sztucznie. Nieco lepiej prezentują się krótkie animacje, które mamy przyjemność obejrzeć co kilka misji; tam Mercer z perspektywy czasu omawia bieżące wydarzenia. Co ciekawe, osoba podkładająca głos pod naszego bohatera zrobiła to z dużo większym zapałem niż w filmach dotyczących misji. Ponadto również w czasie gry zdarza się naszemu bohaterowi samowolnie rzucić jakiś komentarz odnośnie toczących się wokół niego wydarzeń, dzieje się to jednak głównie pod koniec.

Same misje są dość różnorodne, a akcja toczy się dynamicznie. Czasami naszym zadaniem jest po prostu coś zdemolować, kiedy indziej musimy działać w ukryciu – oznacza to niszczenie gniazd zainfekowanych, infiltracje baz wojskowych czy pogoń za konkretnym mutantem. Do tego dochodzą starcia z bossami i kilka ciekawych zwrotów akcji. Również misje poboczne są dość ciekawe. Niektóre z nich są czysto zręcznościowe, jak na przykład szybowanie nad miastem czy bieganiu po wieżowcach na czas. Inne z kolei polegają na jak najszybciej eksterminacji przeciwników czy wchłanianiu naukowców.
Po drugie: rozgrywka
Jeszcze przed rozpoczęciem gry zirytował mnie pewien fakt. Mianowicie rozgrywkę rozpocząć można co najwyżej na
normalnym poziomie trudności, wyższy odblokować można dopiero przechodząc grę. Zwykle dany tytuł przechodzę tylko raz i lubię gdy jest on wymagający, natomiast na początku
Prototype Alex wydawał mi się wręcz nieśmiertelny.
Poczynania Melcera oglądamy z kamery umieszczonej za jego plecami. Sterowanie w grze ma wybitnie konsolowy charakter – nasz bohater sam wybiera sobie cel według priorytetu lub odległości od niego. Możemy również za pomocą klawisza "TAB" zwolnić upływ czasu i sami zaznaczyć obiekt, który chcemy atakować. System ten jednak czasem zawodzi, kursor automatycznie przeskakuje na wrogów, zaznaczając niekoniecznie tych, których byśmy chcieli, a po kilku sekundach upływ czasu ponownie przyspiesza, uniemożliwiając nam odpowiednią reakcję. Standardowymi kontrolerami gry są myszka i klawiatura – do zwykłego ukończenia gry w pełni wystarczają, jednak osiągnięcie wysokich wyników czy po prostu wygodę zapewnia nam gamepad.

Na początku rozgrywki nasz bohater dysponuje jedynie podstawowymi umiejętnościami, możemy je jednak rozwijać za punkty EP, które z kolei otrzymujemy za wykonywanie misji, zadań pobocznych czy walkę z przeciwnikami. Część z umiejętności jest dostępna od razu, kolejne trzeba odblokować wykonując misje. Wykorzystanie kolejnych zdolności Alexa stanowi esencję
Prototype – najważniejszą z nich jest wchłanianie innych osób. Jest ono podstawą uzyskiwania informacji na temat infekcji i historii Alexa. By wchłonąć osobę, wystarczy ją złapać i wcisnąć prawy klawisz myszy. Dzięki temu zyskujemy energię życiową osobnika oraz jego wspomnienia, a czasem także umiejętności. Przykładowo, wchłaniając oficera wojskowego zyskujemy możliwość wezwania wsparcia artyleryjskiego, po konsumpcji pilota śmigłowa nasz bohater jest w stanie nie tylko pilotować ową maszynę, lecz również wejść do niej już w powietrzu – niejednokrotnie ta umiejętność uratowała mi skórę.

Wspomniany helikopter to potężna broń ofensywna, przydatna do niszczenia baz wojskowych lub gniazd mutantów, z drugiej strony bardzo delikatna – czasami wystarczy jeden pocisk, by strącić maszynę. Oprócz pilotowania śmigłowca, nasz bohater potrafi też włamać się do różnego rodzaju czołgów. W grze pojawiają się ich trzy typy: czołg strzelający klasycznymi pociskami, czołg rakietowy oraz najpotężniejszy z nich – termobaryczny. Jeden strzał z niego wystarcza, by zniszczyć gniazdo zainfekowanych czy pozbawić nas znacznej ilości punktów zdrowia. Ponadto możemy zabierać broń pokonanym żołnierzom – arsenał jest dość ograniczony, ale skuteczny. Do dyspozycji mamy karabiny szturmowe, karabiny maszynowe, granatniki i wyrzutnie rakiet. Te ostatnie są szczególnie przydatne przeciwko helikopterom, jeden pocisk wystarczy, żeby strącić maszynę.

Trzeba jednak przyznać, że broń konwencjonalna to nic w porównaniu z umiejętnościami bojowymi Alexa. Nasz bohater w trakcie gry uczy się nowych sposobów kształtowania swojego bioszkieletu, po upływie pewnego czasu potrafi ukształtować potężne pazury, macki, ostrza, maczugę czy też zwiększyć swoją masę mięśniową. Do tego dodajemy jeszcze możliwości odblokowania różnego rodzaju ciosów czy
combo oraz trzy najpotężniejsze ataki zwane
devastator attacks (z ang. ataki dewastacyjne), każdy z nich skuteczniejszy przeciwko innemu rodzaju celów. Wykonując
groundspike graveyard devastator, Alex za pomocą potężnego uderzenia pięściami w ziemię wyzwala falę uderzeniową; oprócz tego z ziemi wysuwają się ogromne kolce.
Tendrill barrage devastator polega na wypuszczeniu przez Melcera długich pnączy we wszystkich możliwych kierunkach, skutecznych głównie przeciwko celom biologicznym.
Ostatni z nich to
Critical pain devastator, kiedy to nasz bohater wypuszcza jedno wielkie pnącze połączone z falą uderzeniową przeciwko jednemu celowi. Oprócz tego Alex potrafi uformować tarczę lub w późniejszych etapach pokryć swoje ciało pancerzem, ma też zdolność termowizji oraz rozpoznawania osób zainfekowanych wirusem. Wszystkie te umiejętności można łączyć, by siać zniszczenie. Dużo frajdy daje wykorzystywanie macek, miażdżących i przecinających przeciwników. Trzeba jednak tutaj zaznaczyć, że gra jest bardzo krwawa i bezpretensjonalnie ukazuje zmasakrowane ciała. Przecinanie przeciwników na pół (zarówno poziomo jak i pionowo) jest na porządku dziennym, a przed wchłonięciem osoby Alex często brutalnie ją okalecza, ucinając głowę lub miażdżąc za pomocą maczugi.
Gdy ściągniemy na siebie zbyt wielu przeciwników, warto wbiec w ciasny zaułek i zmienić się w jakiegoś cywila, by wmieszać się w tłum i zregenerować siły. Ciekawym elementem
Prototype jest sabotaż baz. Wtedy pod postacią żołnierza wchodzimy na teren wojskowy i najpierw uszkadzamy czujniki infekcji. Polega to wciskaniu klawiszy, których numery wyświetlają się na ekranie. Następnie należy po cichu wchłonąć któregoś z oficerów, by móc bezproblemowo dostać się do budynku. Tam najczęściej musimy skonsumować konkretne osoby: naukowców, dowódców lub wojskowych o konkretnych umiejętnościach (jak wspomniani już przeze mnie piloci). Trudnymi przeciwnikami są mutanci, zwłaszcza
Łowcy (z ang.
Hunter). Są to potężne bestie, których ciosy odrzucają naszego bohatera na kilka metrów w tył. Mniej więcej w połowie gry pojawią się również
Superżołnierze, potrafiący rozpoznać Alexa nawet gdy jest on w przebraniu oraz zadający ogromne obrażenia. Przed niektórymi z nich możemy się jednak obronić, akcja zwalnia, a my mamy sekundę, by nacisnąć konkretny przycisk.

Czasami musimy bardzo szybko poruszać się po mieście, z czym Mercer nie ma najmniejszych problemów. Potrafi biegać tak szybko, że z łatwością wyprzedza jadący samochód, potrafi także biegać wzdłuż i wszerz ogromnych drapaczy chmur. Jest też w stanie wykonywać kilkunastometrowe skoki i szybować w powietrzu. Kombinacja tych czynności jest niezwykle przydatna na przykład wtedy, gdy jesteśmy ścigani przez śmigłowce. Wystarczy wówczas wspiąć się na któryś z wieżowców i rzucić się w dół, by jednym cięciem ostrza zniszczyć wroga. Robi to niesamowite wrażenie. Radość z biegania sprintem po mieście jest ogromna. Poruszanie się naszego bohatera jest inspirowane parkourem , przez co Alex intuicyjnie wykorzystuje elementy otoczenia – z gracją przeskakuje samochody, wykonuje salta, a ciała ludzi wykorzystuje jak deski surfingowe [sic!].
Elementem, który zasługuje na osobny akapit, jest sztuczna inteligencja. O ile zwykli zombie nie przejawiają żadnej inicjatywy, o tyle
Łowcy potrafią za nami biec przez pół wyspy, a w większych grupach chętnie nas otaczają. Jeszcze ambitniejszymi wrogami są wojskowi. Zwykły żołnierz po rozpoznaniu nas powiadamia bazę, co skutkuje pojawieniem się czołgów w zaledwie kilka sekund, a w ucieczce skutecznie przeszkadzają nam śmigłowce bojowe. Ponadto z helikopterów opuszczają się na linach żołnierze, by zając dogodne miejsca na dachach budynków i stamtąd razić nas nieprzerwanym ogniem. Pod koniec gry armia i zainfekowani rzucają przeciwko Alexowi nieskończone zastępy mutantów, eskadry śmigłowców i bataliony czołgów. Robi się bardzo tłoczono, raz po raz w Melcera trafiają pociski rakietowe, a poziom zdrowia drastycznie spada. Oprócz tego wchłonięcie jakiegokolwiek człowieka jest praktycznie niemożliwe, gdyż pociski masakrują trzymaną przez nas ofiarę (oraz okolicznych nieszczęśników).

Z drugiej strony, w grze pojawia się kilka idiotyzmów. Gdy jesteśmy ścigani przez grupę uderzeniową, wystarczy na chwilę schować się za budynkiem i zmienić się w ostatnio skonsumowaną postać, by zgubić pościg. Mimo iż wszystko dzieje się na dachach kilkusetmetrowych budynków, to wojskowych nie dziwi fakt szybującej pomiędzy nimi 60-letniej staruszki. Ponadto, jeśli jesteśmy pod postacią wojskowego i wskoczymy z impetem w środek bazy, to o ile nie wyrządzimy nikomu krzywdy, żaden z żołnierzy nas nie zaatakuje. Oprócz tego na początku denerwował mnie fakt, że nie mogę się dostać na zacumowany w pobliżu Manhattanu lotniskowiec, okazało się jednak później, że był on zbyt ważny dla fabuły bym mógł go zdewastować w akcie radosnej destrukcji.
Po trzecie: oprawa audiowizualna
Na początku
Prototype robi przytłaczające wrażenie. Ponieważ gra rozpoczyna się około 18 dnia infekcji, niemalże całe miasto płonie, wszędzie kłębi się dym. Na ulicach, pomiędzy wrakami porzuconych samochodów przed gąsienicami czołgów i zębami
Łowców uciekają spanikowani cywile, a nad ich głowami przelatują śmigłowce bojowe. Niemniej, później gra już tak nie zachwyca. Większość przechodniów wygląda podobnie, żołnierze są niemalże identyczni, wyróżniają się jedynie piloci i oficerowie. Na ulicach brakuje detali, a modele są mało szczegółowe. Z drugiej strony jest to zrozumiałe, gdyż ilość postaci na ekranie jest imponująca i potrafi spowolnić nawet bardzo dobry komputer. Wszystko to wynagradza nam cudowna animacja głównego bohatera. Oglądanie zarówno jego wyczynów akrobatycznych, jak i destrukcyjnych ataków, to czysta przyjemność. Fale uderzeniowe wykonywane przez Alexa wyrzucają w powietrze okolicznych ludzi i samochody oraz łamią pobliskie drzewa i znaki drogowe. Zauważyłem jednak pewien mankament: drzewa w Central Parku są niezniszczalne. Razi to tym bardziej, że wszystkie pozostałe są dość podatne na zniszczenia.

Oprawa muzyczna jest natomiast na bardzo przeciętnym poziomie, utwory powtarzają się, przez co szybko nudzą, zresztą są zbyt mało dynamiczne jak na tak przepełnioną akcją grę. Z tego powodu szybko włączyłem własną muzykę. Dobre wrażenie robią natomiast odgłosy otoczenia: dookoła słychać krzyki cywilów, wycie alarmów oraz nieustannie serie karabinów szturmowych. Oprócz tego dźwięk mijającej nas o włos rakiety po prostu wgniata w fotel, a podczas ucieczki po dachach budynków słyszymy silniki ścigających nas śmigłowców.
Podsumowanie
Podsumowując,
Prototype z pewnością przypadnie do gustu ludziom, którzy odczuwają potrzebę niczym nieskrępowanej destrukcji. Arsenał umiejętności Alexa jest tak imponujący, że z pewnością większość graczy nie odblokuje wszystkich umiejętności przed końcem fabuły. Na szczęście również po zakończeniu możemy kontynuować zabawę, zbierać punkty EP, rozwijać zdolności i nadal eksterminować przeciwników. Do zalet gry należy również doliczyć świetne animacje, ogólny zarys fabuły także jest całkiem niezły, chociaż psują go animacje między misjami. I mimo, iż grafika nie zachwyca, to gra daje naprawdę sporo zabawy. Gorąco polecam.
Zalety:
- szeroki wachlarz umiejętności bohatera,
- ciekawie zarysowana fabuła, świetne filmy w Sieci Intrygi,
- ogromne miasto i swoboda działania, możliwość kontynuowania gry po zakończeniu trybu fabularnego,
- dobre animacje postaci.
Wady:
- przeciętna grafika,
- niedopracowane otoczenie,
- niezbyt wygórowany poziom trudności,
- fatalne sceny filmowe pomiędzy misjami.
A oto zwiastun gry:
Waszym zdaniem...