Autor:
Eryk 'Erykz' ZielińskiRedakcja: 27532

Tytuł, w którym jest tyle samo kropek, co liter. Kontynuacja
F.E.A.R. – hitu sprzed czterech lat, wyprodukowanego przez panów z Monolith Productions, wyróżnianego za miano jednej z najstraszniejszych gier. Sequel –
Project Origin – skazany jest na porównania. Spróbujmy ocenić, pod jakim względem – i czy w ogóle – dorównuje swojej poprzedniczce.
W
F.E.A.R. 2 wcielamy się w Michaela Backeta, jednego z komandosów oddziału Delta. Twórcy zrezygnowali z osadzenia w roli głównej żołnierzy z grupy F.E.A.R. z powodu kłopotów licencyjnych. Wbrew pozorom robi to różnicę, szczególnie fanom
"jedynki" - przez ten zabieg gra lekko traci na klimacie, ale da się pominąć ten mały szczegół. Zgrabne intro wprowadza nas w główne wątki fabuły. Trzymają się kupy, chociaż niczym nie zaskakują. Centralne zadanie to pojmanie i eskorta Genevieve Aristide, szefowej korporacji Armachan, znajdującej się w Auburn. W mieście, do którego mamy się dostać, dzieją się niewytłumaczalne rzeczy – rezultaty przeprowadzanych przez Armachan eksperymentów. Po pewnym czasie okazuje się, że pani prezes to Alma z pierwszej części gry, obdarzona niezwykłymi umiejętnościami, zdobytymi na skutek przeprowadzanych na niej eksperymentów.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Sterowanie w
Project Origin jest nadzwyczaj proste, rozgrywka szybka i przyjemna, a co najważniejsze: wciągająca. Pod tymi względami jest dużo lepsza od poprzedniczki. Także klimat jest bardziej przekonujący. W dużym stopniu buduje go powiązanie dwóch gier osobą Almy. Najpierw mała dziewczynka, teraz – dorosła kobieta, obdarzona paranormalnymi zdolnościami. Gra jest bardzo krwawa i przeznaczona dla ludzi o mocnych nerwach. Twórcy świetnie stopniują napięcie, sprawiając, że nie raz serce podjedzie nam do gardła. Jak już wspomniałem, podstawowym elementem budującym klimat w grze są odwołania do pierwszego
Strachu, jednak brak jednostki F.E.A.R. trochę ujmuje radość z wyłapywania smaczków.
Kolejnym mocnym punktem jest dopracowane SI przeciwników. Tak samo najemnicy, mutanci i zjawy wykazują się niebywałą inteligencją. Choć niekiedy są przewidywalni, to nie wbiegają nam prosto pod lufę karabinu, ale umiejętnie chowają się przed ostrzałem. Czasami bardzo trudno pozbyć się wroga i trzeba się nieźle nakombinować, żeby tego dokonać. Ponad to przeciwnicy
"uczą się" i stosują różnorodne taktyki, by się nas pozbyć. Na szczęście w pojedynkach z nimi mamy do dyspozycji szeroki wachlarz możliwości. Nasz komandos może walczyć wręcz bądź likwidować niewygodne obiekty z dystansu za pomocą ogromnego arsenału broni. Do użytku mamy przede wszystkim karabin snajperski, karabin maszynowy i całkowitą nowość, jaką jest możliwość wejścia do mecha i z jego środka pokazania wrogom, gdzie ich miejsce. Gwarantowane piekielnie mocne doznania.
Grafika oraz dźwięk uległy znacznej poprawie w stosunku do pierwszego
Strachu. Jesteśmy świadkami doskonalej roboty w kwestii oświetlenia, lokacji oraz eksplozji. Brakuje jednak swobody destrukcji otoczenia. Owszem, szyby pękają a tynk odpada od ścian, ale znajdziecie mnóstwo elementów, które nawet po serii z karabinu maszynowego pozostaną nietknięte.
Playlista pełna szybkich, energicznych utworów potęguje efekt niepokoju. Nieco gorzej wypadają dźwięki sprzętu – odgłosy strzelających czy przeładowywanych pukawek nie zachwycają i rozczarowują brakiem różnorodności. Podobnie jest z brzmieniem otoczenia. Jest po prostu nijako, co aż razi w porównaniu z dopieszczonymi detalami graficznymi i świetną muzyką.
Na uwagę zasługuje również ogromne zróżnicowanie poziomów trudności gry. Nigdy jeszcze nie grałem w grę z tak dobrze wyprofilowanymi poziomami. Chociaż na poziomie normalnym z łatwością dojdziemy do końca, kolejne przynoszą nam coraz to nowe niespodzianki. Przeciwnicy zdają się uczyć szybciej od nas, jeszcze szybciej potrafią więc posłać nas do piachu. To zmusza do myślenia i wyostrzenia refleksu. Oczywiście przy walce pomaga tryb „bullet-time”. Wtedy rozgrywka staje się trochę zbyt łatwa, ale nadal nie jest to niedzielny spacerek po parku.
Ogromną wadą recenzowanego tytułu jest jego długość. Gra jest, zgodnie z ostatnią modą, bardzo krótka. Po ukończeniu trybu single-player pozostaje ogromny niedosyt. A nawet lekki niesmak, że tak świetną grę można tak szybko skończyć. Żywotność nowego
Strachu przedłuża tryb multi. Dostępne w nim są klasyczny Deathmatch i Team Deathmatch. Ponad to mamy do dyspozycji Failsafe, Control, Blitz i Armored Front. Ciekawostką jest ostatni tryb, w którym operujemy mechami – pomysł ten nie pojawił się w poprzedniej wersji.
Na początku wspomniałem, że nie obejdzie się bez porównań. Mówiąc szczerze, porównywanie pierwszej i drugiej części tej gry, to jak porównanie lwa z domowym kiciakiem. F.E.A.R. 2 pod każdym względem przewyższa o głowę swoją poprzedniczkę. Niesamowita frajda, ogromna dawka adrenaliny, świetna strzelanka i wyśmienity horror. Pochwały można mnożyć w nieskończoność, wierzcie mi. Niesmak pozostawia tylko długość nowego
Strachu... a może niedosyt i myśl
"dajcie więcej".
Tytuł: F.E.A.R. 2: Project Origin
Producent: Monolith Productions
Wydawca: Warner Bros Interactive
Dystrybutor PL: CD Projekt
Data premiery (świat): 10 lutego 2009
Data premiery (Polska): 13 lutego 2009
Platformy: PC
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.2 GHz, 1.5 GB RAM, karta grafiki 256 MB (GeForce 8600 lub lepsza), 12 GB HDD, Windows XP SP3/Vista SP1
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: www.projectorigingame.comSugerowana cena wydawcy: 129,90 zł

Waszym zdaniem...