
Z przyjemnością przyjąłem informację, że Paffryk wraca na WAvę "dziecięcą" (oficjalnie "WAva - legendarnie"). Przez pewnien czas prowadziłem cykl samodzielnie, z różnym skutkiem, bo próbowałem różnych metod i tematyki. Ostatecznie chyba znalazłem sposób na zainteresowanie dzieci twórczym uczestnictwem w spotkaniach. Przynajmniej same przyznały, że pomysł im się podoba.
Niedawno jedne z zajęć mi "wypadły". Po prostu zastępstwo nie dotarło do W-wy i na gwałt musiałem zorganizować 2h zajęć. Wcześniej już prowadziliśmy jedną lub dwie sesje narracyjne, zawsze uzupełnione gadżetami (sesja, w której drużyna musiała odzyskać skarb ukryty w kopalni odbyła się w ciemnym pomieszczeniu, które oświetlały tylko wykonane przez uczestników i wyposażone w świetliki wędkarskie latarnie górnicze).
W trakcie niektórych zajęć poświęconych zagadnieniom pozafabularnym byłem namawiany do poprowadzenia kolejnych sesji. I tak, zupełnie przypadkiem, narodził się projekt, który nazwałem "Legenda o Ponurym Rolandzie" (Zbieżność Ponurego z Ponurym nieprzypadkowa).
W chwili, gdy okazało się (już po rozpoczęciu spotkania), że gościnnej koordynatorki nie będzie, powstała potrzeba zagospodarowania dwóch godzin zajęć, których tematem miały być duchy, widma, błędne ogniki itd.
Wykład na temat Białych Dam w kolejnych zamkach, południc i innych zjawisk zaczął się dzieciakom bardzo szybko nudzić, dlatego zaproponowałem przekucie usłyszanych informacji na konkrenta fabułę. Tak powstał, w ramach wspólnych konsultacji, duch czteronogiego pająka Ponurego Rolanda i duch księżniczki Izezy. Oczywiście jednego spotkania nie starczyło na wymyślenie całej historii, dlatego obiecałem spisać dotychczasowy dorobek i kontynuować temat na następnym spotkaniu. Ostatecznie zmieniłem plany. Napisałem tylko wstęp, a na kolejne zajęcia wziąłem ze sobą laptopa, ustawiłem dzieci za plecami i klepałem, co mi dyktowały. Przyznaję, że było to najbardziej wyczerpujące spotkanie w ramach WAvy. Wytykane literówki, błędy logiczne, zmiana samej historii itd., ostatecznie doszliśmy do momentu powstania obojga duchów-bohaterów. Dlatego przewiduję, że całość tej trzyczęściowej tragedii będzie można poznać za miesiąc, czyli po dwóch następnych spotkaniach.
Ale jaki to ma związek z całym cyklem WAvy?
Otóż napisanie (podyktowanie) będzie dopiero pierwszym etapem. Potem legendę przerobimy na scenariusz teatralny, zrobimy lalki lub pacynki do teatrzyku i przygotujemy samo przestawienie, które jedno z dzieci będzie nagrywać kamerą. Po samym przedstawieniu avowy przyjaciel - Blarz nagra audycję opartą na "legendzie" i skomponuje do niej muzykę. Dzieci przekonają się, że praca nad pierwotnym utworem może być zaledwie początkiem, a przetwarzanie pozwala odkryć zupełnie nową głębię bohaterów, których samych wymyślili i są przekonani, że znają ich całkowicie.
To wszystko do wakacji, kiedy to przerywamy WAvowe spotkania.
Od jesieni do końca roku skupimy się na technicznej stronie wydawania zinu "Mała Wyobraźnia". Dzieci, po spotkaniu z wydawcą, który zna warsztat, przystąpią do samodzielnego wydania "Legendy..." w formie elektronicznej. Narysują ilustracje, zaprojektują układ stron, wybiorą kolorystykę i czcionki. Całość powstanie według ich wskazówek.
Wydaje się, że to dużo czasu na tak małe przedsięwzięcie, ale młodzi uczestnicy WAvy już nie raz przekonali mnie, że czasami trzeba porzucić pierwotny pomysł na spotkanie i po prostu się dostosować. Dlatego z formuły pojedynczych spotkań poświęconych różnym aspektom fantastyki (Atlantyda, Verne, kosmos, piraci, Cyberiada itd.) ewoluowaliśmy w stronę konkretnego projektu, który zainteresowane osoby będą mogły pobrać i przeczytać, przesłuchać lub obejrzeć. Uczestnicy zapoznają się nie tylko z procesem tworzenia własnego utworu, ale też z kulturą miksu i praktycznymi aspektami wydawania uworu.
Tyle planów. Konspekt muszę jeszcze napisać, a Paffryk uzupełnić.
(zdjęcie ze spotkania poświęconego legendom arturiańskim)
(tekst bez spellchecka itd. Grammar Nazis niech milczą)
Poleć innym tę notkę