People Can Fly jest jednym z bardziej znanych i szanowanych zespołów tworzących gry komputerowe, zarówno w Polsce jak i za granicą. Debiutując projektem Painkiller dołączyli do grona profesjonalnych programistów. Epic Games zaufało im na tyle, by zlecić wykonanie pecetowej konwersji Gears of War. Swoją pracę polacy wykonali tak rzetelnie, że amerykańska firma postanowiła wykupić People Can Fly. Przez jakiś czas zrobiło się cicho, do czasu, kiedy Adrian Chmielarz zapowiedział wydanie kolejnej gry. Bulletstorm miał ośmieszyć wszelkie współczesne strzelanki powielające stare schematy.
Alkoholik i pirat – ciekawa mieszanka
Gracz wciela się w postać Graysona Hunta, byłego członka elitarnej jednostki Dead Echo. Czołowym dowódcą tego oddziału, a także największej potęgi w galaktyce – Konfederacji Planet - jest generał Sarrano. Ten twardy skurczybyk staje się osobistym przeciwnikiem głównego bohatera, który tak samo nie należy to zwykłych lalusiów. Alkoholik, pirat i wróg publiczny numer jeden – tak krótko można opisać Hunta. Do grona twardzieli dołączy jeszcze na wpół cybernetyczny azjata z rozdwojeniem jaźni oraz niezła laska potrafiąca rzucać mięsem na głupie zaczepki płci męskiej.
Scenarzyści odeszli od typowej powagi utrzymywanej w większości gier. W Bulletstorm rządzą proste teksty często okraszone łaciną podwórkową. Niektórym ciągła obecność przekleństw w wypowiadanych zdaniach może przeszkadzać, ale sądzę, że taki luz idealnie pasuje do schematu rozgrywki. Fabuła zawiera szalone zwroty akcji niczym dobry film sensacyjny. Na każdym kroku oferuje coś nowego. Ucieczka przed wielkim kołem, sterowanie wielkim mechanicznym dinozaurem, a może macie ochotę na walkę z wielką gadzią matką, której zniszczyliście wcześniej jaja? To wszystko jest tylko w Bulletstorm.
Przerwa na hot-doga
Kwintesencją w produkcji Pepple Can Fly są punkty skillshot, nazwane po polsku superstrzałami. Zamiast zwyczajowo przeć przed siebie i likwidować wrogów, trzeba postawić na kreatywność. Przejawia się ono w jak najbardziej wyszukanych sposobach eksterminacji nieprzyjaciół. Nagrodą za to są cenne punkty, które wydać możemy na odblokowanie nowej broni, ulepszeń lub amunicji.
Zwyczajne zabicie nijak się ma do kopnięcia lub wślizgu prosto pod nogi oponenta i postrzał w głowę. Ten masochistyczny mechanizm zabawy daje bardzo dużo frajdy i zachęca do wyszukiwania nowych metodyk uśmiercania złych typków. Na dodatek możemy wykorzystać elementy otoczenia. Wybuchającej beczki, stoiska z hot-dogami, kaktusy czy wystające pręty to tylko gastka tego co może się dobrze przysłużyć. Jednak, gdy kampania zbliżała się ku końcowi czułem lekki niedosyt i znużenie brakiem większej liczby możliwości zdobycia cennych superstrzałów, pomimo sporej ich ilości.
Do nogi!
Podobnie jak w przypadku Painkillera, tak i tutaj spodobał mi się świetny design broni. Co prawda jest ich tylko siedem typów, ale każdy oferuje dwa rodzaje strzałów. Poza standardowym pistoletem czy karabinem, mamy fajną czterolufową strzelbą, spluwę
wypluwającą łańcuch z ładunkiem wybuchowym, który owija się wokół przeciwnika jak żmija, a także snajperkę, której pociskami możemy sterować. Docenić trzeba również smycz. To specjalne ustrojstwo, pozwala na pojedyncze przyciaganie ciał przeciwników lub na efektowne wybicie całej grupy w powietrze. Niby nic nowego, ale przynajmniej stanowi dobre zastosowanie do zdobycia fajnych sposobów destrukcji.
Unreal Engine 3 ciągle ładny
Świetną prace grafików widać nie tylko w wyglądzie uzbrojenia, ale także w konstrukcji lokacji i postaci. Pola bitew, na których toczymy bój z ludźmi i pokracznymi stworami są kolorowe i bogate w detale. Dzięki wykorzystaniu potencjału drzemiącego w najnowszej wersji Unreal Engine 3 twórcy uzyskali niesamowitą stylistyką, która potrafi często zadziwić swoimi widokami. Raz walczymy w górzystych terenach, a innym razem w pobliżu wielkiej tamy lub na ulicach zrujnowanego miasta.
Anarchia z pozoru jest dobra
Oprócz głównej kampanii mamy jeszcze dwie opcje do zabawy. Pierwszą z nich jest Echo. Polega ono na tym, że przemierzamy wycięte fragmenty plansz z wątku fabularnego i zdobywamy jak najwięcej punktów poprzez, oczywiście, zabijanie tego kto się tylko nawinie pod lufę.
Potem nasz wynik trafia do sieciowego rankingu. W ten sposób wiemy jak bardzo musimy się postarać, aby wznieść się na sam szczyt.
Drugi tryb to Anarchy, przeznaczony do zabawy kooperacyjnej. Razem z trzema kumplami pozbywamy się napływających falami wrogów. Celem jest zdobycie określonej liczby punktów. Potem odpieramy ataki znowu, tyle że poziom trudności znacznie wzrasta. Ponadto pojawiają się nowe superstrzały oraz wyzwania wymagające zazwyczaj współpracy. Z początku rozgrywka jest ciekawa, jednak po chwili odczuwamy lekkie znużenie, a nie o to przecież chodzi.
Odrobinę powyżej oczekiwań
Adrian Chmielarz ze swoim zespołem wykonali kawał dobrej zabawy, ale tylko na jednorazowe ukończenie gry. Potem mało kto powróci do Bulletstorm. Jednak oryginalności nie można jej odmówić. Jeśli People Can Fly zechce stworzyć kolejną część to bardzo mnie to ucieszy. Na dzień dzisiejszy polecam ich najnowszy tytuł.
Tytuł: Bulletstorm Producent: People Can Fly / Epic Games Wydawca: Electronic Arts Inc. Dystrybutor PL: Electronic Arts Polska Data premiery (świat): 22 lutego 2011 Data premiery (Polska): 25 lutego 2011 Platformy: PC Wymagania sprzętowe: Intel Core 2 Duo lub AMD Athlon X2 1,6 GHz, 1,5 GB RAM, karta grafiki 256 MB (GeForce 7600 GS lub Radeon HD2400), 9 GB wolnego miejsc na dysku, Windows XP SP3 / Vista SP2 / 7 * zalecany procesor QuadCore 2,0 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki GeForce GTX 260 lub Radeon 4870, Windows Vista SP2 / 7 Strona WWW:www.bulletstorm.com